Stynka, mała rybka z Mazur

Stynka, mała rybka z Mazur

Stynka, mała rybka z Mazur – jada się ją latem, w dużych ilościach, małe i chrupkie, jak czipsy. Razem z głową i całą resztą. Łowi zimą, pod lodem, wjeżdża na zamarznięte jeziora traktorem i wyciąga sieci. Jest mała ale rośnie całkiem duża i wtedy zjada swoje dzieci. Kanibal znaczy. I to polski! Brzmi niewiarygodnie, prawda?

Stynka, bo o niej mowa to mazurski przysmak. Właściwie wszystko już o niej wiecie, no, może jeszcze to, ze świeża ma zapach ogórków (smażona nie wykazuje takich umiejętności).
Małe smażone rybki, koniecznie trzeba jeść we Włoszech, Grecji, Turcji, Hiszpanii itp. ale są to sardynki i jedząc je z łatwością można oddzielić głowę, ości i ogonek. Po 2 tygodniach wakacji, można takie patroszenie robić na wyścigi 😉

stynka

Stynki jada się całe, ości nie sposób wyczuć, choć postanawiam mocno trenować i pozbywać się głowy i całej reszty jak niektórzy tubylcy. Potrzebuję jednak więcej praktyki.

smażona stynka przysmak regionalny

Fakt, ze jemy kanibala jakoś ułatwia myśl o małych oczkach… No, przynajmniej w teorii 😉
Koniecznie spróbujcie jeśli będziecie na Mazurach. Do piwa wyśmienite, do innych napoi również 😉

Stynka, mała rybka z Mazur na przekąskę
Dołącz

Równie Ciekawe

2 Comments

  1. 1

    Kiedyś, jak byłam mała jak okruszek, moja mama kupowała takie rybki w Warszawie. Nie wiem czy to były stynki, ale właśnie tak się je smażyło w całości. Uwielbialiśmy je (mój brat i ja), choć wtedy jeszcze piwa nie piłam i popijałam rybki zwykłą herbatą.
    A potem, PRL się skończył i małe rybki się skończyły…

  2. 2

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Możesz użyć tych tagów i atrybutów HTML: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>